Dziesiąte przykazanie i Paracelsus
„Nie pożądaj żadnej rzeczy bliźniego swego”
„Nie będziesz pożądał domu bliźniego twego. Nie będziesz pożądał żony bliźniego twego, ani jego niewolnika, ani jego niewolnicy, ani jego wołu, ani jego osła, ani żadnej rzeczy, która należy do bliźniego twego”
Od kiedy istnieją ludzie istnieje i zazdrość. W przedszkolu zazdrościmy zabawek koledze i zabieramy je siłą. Z wiekiem nasza zazdrość staje się bardziej wyrafinowana. Pożądanie często zmienia się w ambicję, która motywuje do większego rozwoju naszych zdolności i nabywania nowych. Ambicja zmusza nas do bycia bardziej konkurencyjnym, a następstwem konkurencji jest postęp czyli „ogół zmian prowadzących do poprawy życia ”. Wszystko ma swoje granice. Gdy zdrowa zazdrość motywuje nas do poprawy swojego życia, to chore pożądanie, ambicja nas zabija. Jak powiedział Paracelsus „Omnia sunt venena, nihil est sine veneno. Sola dosis facit venenum” czyli wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną, bo tylko dawka czyni truciznę.
Zbyt duża dawka ambicji prowadzi do pracoholizmu, a czasem nawet do karoshi. Pracoholizm jest stanem uzależnienia od wykonywanej pracy, powodujący zaburzenie równowagi między istotnymi elementami życia codziennego. Między pracowitością, a nałogiem istnieje subiektywna granica. Po przekroczeniu, której zatraca się zdolność oddzielenia spraw osobistych od życia zawodowego. Dla uzależnionego liczy się przede wszystkim praca, a rodzina, znajomi, hobby, zostają spychane na dalszy plan, albo nawet całkowicie eliminowane. Utrata dobrego kontaktu z rodziną, przyjaciółmi oraz brak czasu na własne zainteresowania oraz uprawianie sportu powoduje gromadzenie się stresu. Przy wymuszonym lub świadomym zaprzestaniu pracy pojawia się lęk i napięcie, prowadzące do objawów somatycznych. Można stwierdzić, że pracoholicy nigdy nie odpoczywają i żyją w ciągłym napięciu, nie potrafiąc odpoczywać, odprężyć się i relaksować. Pracoholicy są tak pochłonięci pracą, że zapominają o ważnych uroczystościach, urodzinach, rocznicach czy nawet o zjedzeniu posiłku. Często rozładowują stres i napięcia w używkach, dlatego uzależnienie od pracy może prowadzić do innych uzależnień np. alkoholizmu. Według badań doktora Bryana E. Robinsona wskaźnik rozwodów wśród pracoholików jest o 40 % wyższy niż u pozostałej populacji. W Japonii w kraju, który jeszcze nie dawno królował pod względem ilości godzin pracy dochodzi do 30 000 samobójstw rocznie. Według danych sporządzonych przez Komendę Główną Policji drugim największym czynnikiem dla którego ludzie popełniają samobójstwa są nieporozumienia rodzinne. Pożądanie zmieniło Japończyków w pracoholików, którzy przeciętnie pracowali po 2269 godzin w 1970 roku, nieoficjalnie szacuje się, że było to ponad 3000 godzin. Zaniedbanie rodziny i zastąpienie jej pracą doprowadzało często do depresji, ale nie tylko pracownika-rodzica, ale i ich dzieci. Z wyników badań opublikowanych przez agencję Kyodo wynika, że w Japonii co dziesiąty nastolatek cierpi na depresję. Również w Japonii wystąpił pierwszy udokumentowany przypadek karoshi. W 1969 zmarł na zawał 29 - letni pracownik działu dystrybucji największej japońskiej gazety. Po pięciu latach Ministerstwo Pracy przyznało rodzinie odszkodowanie uznając, że przyczyną zgonu było przepracowanie i nadmierne obciążenie pracownika. Głównymi czynnikami doprowadzającymi do wystąpienia karoshi jest przede wszystkim długi czas pracy oraz praca w trybie zmiennym przy zbyt dużych wymaganiach przełożonych i braku wsparcia. T. Uehata przeanalizował 174 przypadków zgonów z lat 1977-94 i uznał 55 z nich za przypadek śmierci w wyniku przepracowania. Wszyscy pracowali więcej niż 60 godzin w tygodniu i nie wykorzystywali ponad połowy urlopu i weekendów. U pracoholików występuje zwiększenie wydzielania hormonów stresu (adrenalina, noradrenalina, kortyzon) co doprowadza do choroby. Liczba ofiar karoshi nie jest zgodna. Wiąże się to z tym, że Ministerstwo Pracy musi przyznawać odszkodowania rodzinom ofiar. Niezależni eksperci szacują, że w samej Japonii dochodzi od 10 do 50 tys. rocznie przypadków zgonów w wyniku przepracowania. Krytycy uważają, że zbyt wielka ilość godzin pracy wcale się nie przekłada na efektywność, ani jakość pracy. Natomiast wiadomo, że doprowadza do poważnych problemów zdrowotnych i śmierci. Japonia wyciągnęła wnioski i obecnie przeciętny Japończyk pracuje mniej niż Amerykanin czy Polak.
W 2004 roku pod względem łącznej rocznej ilości godzin pracy byliśmy na drugim miejscu po Koreańczykach, którzy pracują także w soboty. „Odstawiliśmy” bardzo znacząco kraje w których według badań najlepiej się żyje m.in. Norwegię, Szwecję czy Danię.
W Polsce według najnowszych oficjalnych statystyk OECD z 2006 roku pracujemy o 201 godzin rocznie więcej niż w Japonii, dokładnie 300 godzin więcej niż w krajach G7 (550 godz. więcej niż w Niemczech).
Pracoholicy żyją w ciągłym stresie. Thomas Holmes i Richard Rahe, psychiatrzy z Washington University w Seattle udowodnili, że istnieje zależność między stresem, a zapadnięciem na poważną chorobę. Opracowali skalę, w której przyporządkowali wartość stresu wyrażoną liczbą od 0 do 100 dla niektórych wydarzeń życiowych. Np. święta -12, zmiana godzin lub warunków pracy - 20, kłopoty z szefem - 23, zmiana pracy - 36, Przejście na emeryturę - 45, utrata pracy - 47, ślub - 50, rozwód - 73, śmierć współmałżonka – 100.
Z badań Holmesa i Rahe wynika że po dodaniu jednostki stresu i przekroczeniu pewnych wartości doprowadzają do poważnych chorób. Na przykład 150 - 199 jednostek stresu to 37% szansy wystąpienia choroby w ciągu kolejnych 2 lat, a ponad 300 jednostek stresu to już 79%. Osoby, które w wyniku pożądania pieniędzy, sławy, wielkiej kariery muszą liczyć się z większą ilością jednostek stresu, które odbiją się później na ich zdrowiu.
Do drugiej grupy zamieniającej pożądanie w toksyny w swoim organizmie należą ludzie, którzy również nie przestrzegają dziesiątego przykazania, ale są mniej ambitne. Cierpią przez to, że ciągle czegoś bardzo pożądają. Ta chęć posiadania czegoś rodzi się z zazdrości i presji otoczenia, że ten kto ma więcej rzeczy materialnych jest lepszy, a nawet szczęśliwszy. Dlatego ci ludzie skazani są na życie w ciągłej depresji. Przez to, że mają mniejszą ziemię, brzydszy dom, starszy samochód niż sąsiad nie potrafią cieszyć się życiem. Sama zazdrość i pożądanie nie doprowadza bezpośrednio do depresji, ale staje się przyczyną zaburzeń psychicznych i społecznych. Powoduje najpierw m.in. obniżenie samooceny, samooskarżeń i chęci bycia niezależnym finansowo. Depresja w znacznym stopniu ogranicza ich wydolność w życiu codziennym. Doprowadza do kryzysów małżeńskich, zaburza kontakty z innymi osobami, sprawia, że zmniejsza się wydajność zawodowa, pojawia się absencja w pracy, bezrobocie. Depresja jest chorobą, którą według WHO (Światowej Organizacji Zdrowia) stanowi czwarty najpoważniejszy problem zdrowotny na świecie. 15% pacjentów z ciężką depresją umiera wskutek samobójstwa, 20-60% chorych na depresję próbuje sobie odebrać życie, 40-80% ma myśli samobójcze. Zespół depresyjny lub niektóre z jego objawów, a mogą być objawem innych, organicznych schorzeń w organizmie. Obniżenie nastroju obserwuje się w przebiegu takich chorób jak: przewlekłe zapalenie wątroby, marskość wątroby, zespoły przewlekłego uszkodzenia nerek, zaburzenia hormonalne (zwłaszcza związane z tarczycą), niektóre choroby nowotworowe, niedożywienie, braki witamin, wybrane zaburzenia metaboliczne, stany związane z nadmiernym wydzielaniem kortyzolu (np. Zespół Cushinga), przewlekłe choroby somatyczne powodujące niepełnosprawność i inwalidztwo jak: cukrzyca, reumatoidalne zapalenie stawów, stwardnienie rozsiane i wiele innych.
Kolejna grupą jest część emigrantów, którzy samotnie nie godząc się z rzeczywistością porzucają ojczyznę „za chlebem” i „godnym życiem”. Siła pożądania pieniądza jest dla nich tak wielka, że zostawiają swoje rodziny, najbliższych i decydują się na wyjazd nawet na drugą cześć półkuli. Pragnienie posiadania więcej niż Kowalski pogrąża ich w iluzji, że pracując ciężej od obywateli danego kraju często w niewolniczych wręcz warunkach sprawi, że będą będą godnie żyć w przyszłości. Z chęci dorobienia się majątku stają się narażeni na tęsknotę za krajem, depresję i utratę rodziny.
Częste łamanie dziesiątego przykazania doprowadza do zatrucia naszego organizmu. Wyniszcza człowieka. Odbiera radość życia i może doprowadzić do depresji, przepracowania, zniszczenia życia osobistego, licznych chorób, a nawet do śmierci lub samobójstwa. Obecnie model Abrahama Maslowa piramida potrzeb została obrócony. Ludzie chcą przede wszystkim potrzeby szacunku, uznania i samorealizacji. Cześć potrzeb najniższego rzędu zostały zredukowane do minimum. Mniejsza ilość snu, potrzeb seksualnych, dla których brakuje czasu oraz godzenia się z większą ilością napięć czy braku spokoju. Przyczyna takiego stanu rzeczy jest wychowanie. Hiroshi Kawahito, sekretarz generalny Narodowej Rady Obrony Ofiar Karoshi uważa, że w jego kulturze nie ma wewnętrznego hamulca, który powstrzymywałby Japończyków od pracy. Nie ma religijnego zwyczaju w Japonii, który powstrzymywałby od pracy w określone dni. Całe społeczeństwo jest kontrolowane przez jedną wartość. W Japonii wierzą, że większa wydajność, lepsze usługi i większa konkurencja są lepsze i chcą je osiągnąć. W Polsce uczy się nas być ambitnym i pracowitym, a nie szczęśliwym. Panuje opinia, że pracoholik czy osoba, która dorobiła się czegoś jest szczęśliwa i powinniśmy ją naśladować. Nie ważne ile czasu spędza się z rodziną, ale ile zarabia się na godzinę. Żyjemy w kraju, który ciągle narzeka, dlatego wpadamy w częste depresje i zazdrościmy lepszego życia „szczęśliwym” krajom. Dobrze żyje się w krajach, które mają wysoki Wskaźnik Rozwoju Społecznego (HDI). Wskaźnik HDI ustalany jest na podstawie takich mierników jak długość życia, poziom edukacji oraz dochód na jednego mieszkańca (skorygowany o lokalne koszty życia). Najwyższy wskaźnik należy do Islandii, Norwegii, Australii, Kanady, Irlandii, Szwecji, a Polska zajmuje 37 pozycję. Drugim wskaźnikiem, który mierzy poziom szczęścia krajów jest ranking szczęśliwej planety fundacji New Economics. W rankingu brane są pod uwagę trzy rzeczy: zadowolenie ludzi z życia, jego średnia długość oraz stan środowiska naturalnego. Kraje Europy Północnej (Dania, Islandia, Finlandia, Szwecja) posiadają najwyższe wskaźniki zadowolenia z życia. Pierwsze miejsce w rankingu zajęła Islandia. Mieszkańcy Islandii są więc szczęśliwi, żyją długo i w zgodzie z przyrodą. Zdaniem Stefana Olafssona, socjologa z uniwersytetu w Rejkiawiku, przyczyna triumfu Islandii jest prosta. Na całym świecie szczęśliwsi są ludzie posiadający rodziny i przyjaciół. Zdecydowana większość Islandczyków żyje w małżeństwie. Po Irlandii w Islandii rodzi się najwięcej dzieci w całej Europie. Islandia to również bogaty kraj i jej mieszkańcy nie znają bezrobocia. „Dlatego nie boją się otwarcie krytykować szefów. Mówią, co myślą, nie gromadzą emocji w sobie. A władze nie popadają w konflikty z innymi krajami”. Wśród 30 badanych europejskich krajów Polska uplasowała się na 19 miejscu. Natomiast naukowcy z University of Leicester opracowali mapę subiektywnego szczęścia. Według nich do najszczęśliwszych krajów należą Dania, Szwajcaria, Austria, Islandia, Finlandia, Szwecja, Kanada. Poza krajami bogatymi w pierwszej dziesiątce znalazły się Bahamy (5 miejsce) i Bhutan (8 miejsce). Bhutan pokonał takie potęgi jak USA (23 miejsce), Wielką Brytanię (41), Japonię (90) oraz Polskę (99). Tę świetną lokatę Bhutan zawdzięcza swojemu królowi Jigme Singye Wangchuck , który od 1972 roku pracuje nad oryginalnym wskaźnikiem „Narodowego Szczęścia Brutto”. Z badań naukowców z Uniwersytetu Lecicester wynika również, że 81% ludzi woli żeby rząd skupiał się na czynieniu ludzi szczęśliwszymi a nie bogatszymi.
Duży wpływ na szczęśliwe życie, w którym nie zazdrościmy sąsiadom obrazuje wskaźnik dystansu władzy (Power Distance Index – PDI), który wprowadził i badał socjolog Geert Hofstede. W dystansie władzy (od małego do dużego) miarą jest sposób traktowania nierówności między ludźmi w danym społeczeństwie. Na przykład w małym dystansie występuje niewielka różnica w płacach między wysokimi i niskimi stanowiskami, dążenie do decentralizacji oraz klasa średnia stanowi większość. Porównując kraje z wskaźnikiem wysokim HDI, New Economics i mapy szczęścia z PDI można zauważyć, że kraje z niskim wskaźnikiem dystansu władzy są szczęśliwe i żyje się w nich najlepiej. Do krajów z najniższym wskaźnikiem PDI należą Austria (PDI o wartość 11), Dania (18), Irlandia (28), Szwecja (31), Norwegia (31), Finlandia (34), Szwajcaria (34), natomiast Polska jest daleko z tyłu z wynikiem PDI – 68.
Rozwiązaniem dla Polaków może być uczynienie z Polski drugiej Irlandii. Kraju w którym zarabia się tyle, że nie trzeba przez pół życia spłacać domu, ludzie nie muszą porzucać rodziny, emigrować za chlebem i nie łamią 10 przykazania na każdym kroku, gdyż większość społeczeństwa zarabia podobne i nie trzeba spędzać ponad 60 godzin tygodniowo w pracy. Jest też drugie bardziej realistyczne rozwiązanie dla Polski – edukacja zdrowotna już w szkole. Uświadamianie, że pracoholizm to choroba, w której człowiek nie ma czasu na wiele rzeczy. Nie ma czasu mądrze gospodarować swoimi pieniędzmi, kupuje na wyrost rzeczy, które często mu są nie potrzebne. Zajęty pracą traci rodzinę. Nie ma czasu na rozrywkę, ani inne przyjemności. I co najważniejsze traci zdrowie, a nawet życie. Również stresująca praca bez rodziny poza ojczyzną, nie jest tego warta na dłuższą metę. Natomiast należy skoncentrować się na zdrowym trybie życia, rozwijanie swoich pasji, oraz życia z bliskimi. Realizować potrzeby modelu piramidy Maslowa w kolejności od najniższej, a nasze życie będzie pełniejsze, szczęśliwsze, zdrowsze a z czasem osiągniemy szczyt.
marcin szczerski